Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Przystań

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Zapowiedzi

"Extra Virgin" i "Słonina"

Grodzki Dom Kultury zaprasza na kolejne obchody XVII-lecia Teatru Kreatury. W piątek, 8 maja 2009 r., o godz. 19.30 w sali teatralnej Grodzkiego Domu Kultury wystąpią aktorki Teatru Art.51 ze Zgierza w spektaklu pt. "Extra Virgin", a także Aleksandra Zdunek - tancerka związana z Mufmi Teatrem Tańca z Warszawy w monodramie pt. "Słonina". Wstęp wolny.

"Słonina"
Koncepcja i reżyseria: Anna Piotrowska
Kreacja i wykonanie: Aleksandra Zdunek
Muzyka: Bartosz Tkacz, Olga Szypulska, Marcin Pyciak
Czas: około 20 minut

Solowy spektakl Aleksandry Zdunek, tancerki związanej z Mufmi Teatrem Tańca 
z Warszawy (www.eferte.pl), powstały pod kierunkiem Anny Piotrowskiej.

Inspiracja: wybrani pasażerowie warszawskich tramwajów.

Opis spektaklu:
"Jestem Słonina. Znoszę pozłacane jajka. Umoszczam się wygodnie. Mijam przystanki. Nie pytam, nie wącham, nie patrzę. Nie lubię ludzi i kurzu. Wzrok uwielbiam. Jestem pełna, ostateczna, definitywna. Tylko pustych tramwajów się boję."


"Extra Virgin" Art. 51

Premiera: 21 listopada 2008 r. – Miejski Ośrodek Kultury w Zgierzu
Występują: Agata Drewnicz, Anka Perek, Justyna Zielińska
Reżyseria, scenariusz – zespół
Czas trwania: 45 min

Spektakl otrzymał I nagrodę podczas festiwalu "Poszukiwanie alternatywy" – Skierniewice 2008. Jury w składzie: Marcin Kęszyc-ki, Dariusz Skibiński, Leszek Karczewski nagrodziło spektakl "Extra Virgin" Teatru Art. 51 za oryginalną, prywatną, konsekwentną wypowiedź sceniczną.

Podczas Łódzkich Spotkań Teatralnych 2008 w Łodzi Jury w składzie: Ewa Wójciak, Lech Śliwonik, Piotr Cieplak, Tadeusz Kornaś i Leszek Mądzik postanowiło przyznać spektaklowi "Extra Virgin" jedną z trzech równorzędnych pierwszych nagród.

O zespole:
"Extra Virgin" to piąty "pełnometrażowy" spektakl zgierskiej grupy Art. 51. Wszystkie wcześniejsze przedstawienia: "Elektro Kardio Games", "Kain", "6:27" i "Lotos sintetic" były prezentowane na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych. Agata Drewnicz, Anka Perek 
i Justyna Zielińska działają razem od 2003 roku. Oprócz wspólnie realizowanych spektakli, zaangażowane są w różnego typu działania kulturalne w Zgierzu. Od czterech lat organizują Ogólnopolski Przegląd Filmów Amatorskich "Ogień w głowie". W 2008 roku zrealizowały inicjatywę "Miesiąc kobiet" – cykl warsztatów artystycznych i wykładów dla zgierskich kobiet. Angażują się także w akcje przeciw przemocy wobec kobiet.

Same o sobie:
Należałoby zachować powagę i rozdzielić sprawy osobiste od zawodowych, ale jednak nie… Jesteśmy teatrem niezawodowym, więc podstawę teatralnych inspiracji stanowi nasze życie. Nie chcemy "robić" wielkiej literatury, mówić o świecie, jaki nam się zdaje. Chcemy mówić o świecie, który znamy, a z którym nie zawsze jesteśmy w przyjaznych stosunkach. Chciałybyśmy zmian. Chcemy, by nasz teatr inspirował do rozmowy. Marzymy o tym, by słowo "feministyczny" tej rozmowy nie zamykało. Przywołujemy to niekochane słowo, bo mamy do niego czuły stosunek. Chcemy, by inni także jakiś stosunek mieli, żeby sami decydowali, co ich dotyka, co nie. I nie rezygnowali z decyzji powodowani niepopularnym kontekstem. Nie godzimy się na interpretowanie naszych spektakli w duchu jedynie feministycznym. Bo niby dlaczego spowiedź Don Juana może być metaforą odwiecznych cierpień ludzkości, a opowieść o dziewczynce, która nazywa kamienie – nie… ?

O spektaklu:
"Extra Virgin" to nasz najnowszy spektakl. Tworząc scenariusz wyszłyśmy z założenia, że najbardziej okrutna dla kobiety jest druga kobieta. To kobiety (matki?) stoją na straży konserwatyzmu. Domowe wychowanie to od pokoleń przekazywany wzorzec, który powtarzamy – często wbrew własnym poglądom i niezgodom. To, co popularyzowane jako nowoczesne, wyizolowane z medialnego dyskursu, z trudem daje się przełożyć na codzienne życie, gdy do głosu dochodzi instynkt. Niezgoda nie jest wystarczającym impulsem do zmian. Więc co? Wciąż poszukujemy odpowiedzi, wyjścia.

Recenzje:

Wbrew pozorom nie o oliwie z oliwek

Tekst będzie subiektywny z kilku powodów: jako zdeklarowanego grupie teatru Art 51, mój obiektywizm jest wątpliwy; mój pogląd na ludzi, a więc kobiety zarazem, pozawala mi uznać za w pełni wartościowe kilka górnych procent populacji; dalekie mi są wszelkie formy wpływu przymusowego - szowinizmu, o którym potraktuję poniżej, dostrzegam więc szowinizm międzypłciowy i mierzi mnie on. 

Emancypacja. Termin mi bliski, gdyż emancypowanie wolnej myśli i ateizmu przybiera podobną postać, co próba osiągania zdrowego poziomu współżycia i komunikacji między płciami. Do czego zmierzam? Przynajmniej mi się zdaje, że wiem o co chodzi. 
W społeczeństwie katolickim [na całe szczęście coraz bardziej postkatolickim] teizm, 
a przynajmniej jego manifestowanie jest podobny w formie i manierze do męskiego szowinizmu. Odwracając: feministka to jakaś libertyńska maszkara, nimfomanka, krwiożercze bezwstydne bydlę z nieogoloną cipką; ateista - pogwałcenie wszystkiego co akceptowalne, kreatura gorsza od satanisty [w końcu czciciel szatana, dopuszcza istnienie i moc uranicznego antagonisty swego bóstwa], wynaturzenie niezdolne do uczuć.

Sposobem tym doszliśmy do miejsca, w którym śmiało stwierdzić można, że [zakładając polskie normy społeczne] kobieta o poglądach feministycznych, będąca lepszą matką [mam nadzieję, iż darowany mi zostanie ten skrót myślowy, a czytelnik nie wpadnie 
w rozmyślanie nad sposobem gradacji jakości macierzyństwa] i uczciwą partnerką życia, jest postrzegana gorzej od swej zdradliwej i wyrodnej, ale za to katolickiej odpowiedniczki. Najczęściej również ateista żyje bliżej chrystusowego systemu wartości, niż zawistny 
i podły statystyczny katolik. 

Nie jest łatwo emancypować się w sposób znośny i przyswajalny dla ludzi znarowionych 1042-letnią dominacją dogmatyzmu i narzuconych wartości. Ciągłe ukazywanie kobiety jako istoty niższej i czynienie ją niższą, z pokolenia na pokolenie buduje bardzo wielką 
i ciężką do rozbicia ścianę stereotypową. Wypada zbić argument zatwardziałych szowinistów o różnicy mózgu kobiety i mężczyzny. Owszem różnica występuje, choćby 
z uwagi na różnice cielesne i funkcje w prokreacji. Poza tym występuje różnica niektórych ośrodków czysto intelektualnych. Nie jest jednak ujemna, bilans końcowy równać się będzie 0. Nie mówimy o jakichś brakach, ale o innym rozłożeniu cech. Zastanawiający jest natomiast fakt, jak by te różnice wyglądały po kilku tysiącach lat w społeczeństwie równouprawnionym? Patriarchalizm jest niejako narzucony przez uwarunkowania naturalne - samiec jest silniejszy i przystosowany do innych funkcji niż samica. Czy jednak na miejscu jest zachowywanie atawistycznej maniery, popartej zachowywaniem jej przez pokolenia, w dobie cywilizacji, która włada intelektem [w jaki i czy dobry sposób pozostawmy na kiedy indziej], ma czelność tytułować swych przedstawicieli "homo sapiens" i mimo wszystko drobniutkimi kroczkami rodem z Butoh drepcze do osiągnięcia statusu Cywilizacji Technicznej [zdolnej do podróży kosmicznych]? Czy jest to dzisiaj normalne i godne nazywania się człowiekiem rozumnym? Odwołam się do Science Fiction - czego człowiek z dzisiejszym myśleniem nauczyłby napotkaną cywilizację, postawioną niżej technicznie i mającą powiedzmy pięć płci? Ano, okrzyknąłby się bogiem, korzystając 
z technologicznej przewagi i uszeregował wszystkie pięć płci i kazał im się hierarchicznie gnoić. 

Forma. Problemem w edukacji, emancypacji, czy popychaniu jakiejkolwiek myśli jest zawsze kaznodziejczy ton. Zdrowe dla zmienianego zmiany w tonie kaznodziejczym mogą odbywać się przy pomocy autorytetów. Problem w tym, że w masowym zesraczczeniu systemów wartości, zaczyna na autorytety brakować miejsca. Emancypowanie w Polsce czegokolwiek, co godzi w pieczołowicie uknutą moralność obywateli, jest niezwykle trudne. Feminizm ma jeszcze gorzej, bo dwa ośrodki kreujące system moralny - mass media 
i Kościół katolicki - zdominowane są przez szowinizm. Ciężko mi pojąć stan rzeczy, 
w którym ludzie pozwalają sobie dyktować cokolwiek na temat seksualności i relacji międzypłciowych przez księży, którzy z definicji z seksem nie powinni mieć nic wspólnego[wynaturzenia i obłudę pozostawmy]. Ciężkie w pojęciu jest również to, w jaki sposób media lansują szowinizm, choć podpowiedzią są tutaj statystyki - społeczeństwo 
o wypaczonym poglądzie na równouprawnienie dużo chętniej przyjmuje treści z tym poglądem zgodne. W obliczu powszechnie lansowanego stanu 'sufrażystki już były, i nie są już dżezi; jesteście wyemancypowane, spierdalać, przecież możecie głosować' pojawia się kontrszowinizm. Szczerze - ilekroć doświadczam kontrszowinizmu w jakiejś treści, degustuje mnie ona w równym stopniu, co szownistyczna. Sporo działań jest skazanych na fiasko właśnie przez próbę uautorytetowienia się lekkim kaznodziejstwem i przez stawanie w skrajnej opozycji.

"Extra Virgin" to krok do przodu w sposobie podawania treści. Spodziewałem się formy co najmniej kpiarskiej, wytykającej i w zasadzie mającej coś z kontrszowinizmu. Bardzo pozytywnie się zawiodłem. Nie odebrałem stonowania przekazu jako po prostu mówienia 
o rzeczach, o których wiem. 

Detal

Czyli Addendum z chwili ostatniej 

Problem postrzegania płci jako równych nie dąży ku rozwią-zaniu, przesuwa się tylko 
w coraz bardziej detaliczne sfery, sfery będące coraz bardziej tabu. "Extra Virgin" porusza problemy będące tabu już za długo. Swoboda seksualna kobiety kontra mężczyzny 
i otoczka moralna z nią związana; problem 'dobrego prowadzenia się'.

Ważnym elementem jest poruszenie problemu postrzegania kobiety przez atrybuty. 

Czysto formalnie dodać się prosi, iż obrazy są sugestywne. Może jednak warto by skrócić niektóre elementy przedstawienia pozwalające widzowi na myślowe wybiegi. Mówię tak pewnie z racji bycia zwolennikiem trawienia treści i myśli po wyjściu z sali. Mogąc myśleć podczas spektaklu, widz ma już magazynek gotowych opinii, co zamyka go na dalsze zgłębianie treści w dyskusjach. 

Słodząc na koniec: Art 51 to jedyny znośny feminizm, jaki udało mi się zaobserwować. Tekstu część powyższa unaocznia chyba, dlaczego akurat tak se słodzę na koniec…

Marcin Foks
Gazeta festiwalowa "Kiloff"
Poszukiwanie Alternatywy - Skierniewice 2008


Dyskurs i fizjologia

Właściwie nie trudno zgadywać, jaka będzie tematyka kolejnego spektaklu Teatru Art. 51. Wiadomo, że będzie chodziło o rozprawę ze światem z punktu widzenia kobiety. I nie jest to bynajmniej banalna sprawa. W całej pełni uświadomiła mi to Anka Perek podczas jednej z naszych rozmów, kiedy stwierdziła, że kobiety nie mają w naszej kulturze szans na wypowiedź o charakterze uniwersalnym. Gdy tylko próbują mówić o problemach uniwersalnych, wszyscy i tak postrzegają taka wypowiedź, jako dokonywaną z punktu widzenia kobiety. Chyba, że zacznie przemawiać poprzez system pojęciowy mężczyzny. Przypomniałem sobie tę rozmowę dziś, kiedy oglądałem przedstawienie "Extra Virgin". Właściwie głównym jego tematem były relacje miedzy kobietami, a szczególnie te na linii matka-córka, ale ciężko w nawet w takiej sytuacji uciec kobietom od obecności mężczyzn. Nawet w dyskursie.Z resztą w jednej z początkowych scen miał miejsce agresywnie przeprowadzany wywiad, kiedy odpowiedzi widzów zostawały przekładane na język libido. Zamiast udzielnych miękkich, ogólnych ocen, na ekranie zostawały wyświetlane twarde określenia: "chciałbym ją zerżnąć" itp.

Druga konstatacja wypływająca z "Extra Virgin" wiąże się z tą pierwszą, o braku możliwości wypowiedzi ogólnych. Otóż dyskurs kobiety jest przede wszystkim dyskursem ciała. Padło tu trafne porównanie sztuki kobiecej z anoreksją.

Sadzę, że nie tyle chodzi o to, że kobieta "myśli ciałem", a o fakt, że cielesność warunkuje u kobiety w dużo silniejszy sposób funkcjonowanie w społeczeństwie. Sama kwestia 
dolegliwości miesiączkowych i konieczność ich przezwyciężania sytuuje ją w inny sposób niż mężczyznę wobec świata zewnętrznego. A to tylko najbardziej oczywisty przykład.

Zazwyczaj tego typu sprawy – jak związek dyskursu i ciała – jest podejmowany wyłącznie w kontekście seksualności. Nie mogło więc i tego zabraknąć w tym spektaklu. Jednakże pozostała ona tu sprowadzona do formy komunikacji. A właściwie podejmowanej przez kobietę sposobów nawiązywania kontaktu z zasadniczo obcym jej światem męskim. To chyba pierwsze napotkane przeze mnie działanie artystyczne, które męski dyskurs sytuuje tak konsekwentnie jako swoje orbis exterior, a jednocześnie zachowuje komunikatywność ani nie gubi się w lękliwych banałach, które mają rzekomo powodować, że my, samcy, będziemy w stanie pozostać w jego kręgu oddziaływania.

Rafał Zięba
Gazeta festiwalowa "Kiloff” nr 3
Poszukiwanie Alternatywy - Skierniewice 2008


Być kobietą, być kobietą…

Słysząc o czymkolwiek "kobiecym" czy to w kinie, literaturze czy performance, przychodzi mi niemal równocześnie myśl, że nieodłącznie ma to związek z walką o prawa, 
z ubolewaniem nad kobiecym położeniem, z feministycznym błyskiem złości, że wciąż "nie tak" na nas patrzą, "nie tak" nas słuchają, wciąż w opozycji do tego co męskie. Spektakl "Extra Virgin" mówił o KOBIECIE – dziewczynce, matce, dziewicy, bulimiczce, sex bombie, call girl… jednak nie z perspektywy ofiary czy w tonie ślepo obwiniającym czy rozpaczającym. Teatr Art. 51 nie pozwala sobie na niekonstruktywne marudzenie. Na ich spektakle idzie się ze spokojem i pewnością, że mają coś konkretnego do zakomunikowania widzowi, mocno przemyślanego, wnikliwie przeanalizowanego i ubranego w sugestywny przekaz. Tak też i w przypadku "Extra Virgin" temat, który w niepowołanych rękach mógłby się stać kolejnym  feministycznym krzykiem, którego już nikt nie chce słuchać – przefiltrowany przez wrażliwość aktorek Teatru Art. 51 stał się ważnym głosem, który był uważnie odbierany, myślę że przez wszystkich na widowni. Zaproponowana opowieść 
o trudach kobiecości jest pełna dzięki temu, że nie poprzestaje na zderzeniu jej tylko 
i wyłącznie z tym co męskie, ale również poprzez ukazywanie skomplikowanych 
i determinujących to kim staje się i jest kobieta, relacji na linii matka – córka. Sukcesywnie 
i z dużą konsekwencją, aktorki prezentowały sieć zależności, składających się na wszelkie frustracje, kompleksy i wypaczenia kobiecej natury. Wszystko przy tym zjadało się 
z apetytem, niczym występującego w spektaklu ptysia, który jednak wywołuje rewolucję w żołądku. W sprawę, o której mówiono na scenie nie dało się nie zaangażować, gdyż aktorki wchodziły w bezpośrednie interakcje z widzem. Co zresztą naprawdę rzadkie, był to prawdziwy dialog, rzeczywiste słuchanie głosów z widowni i szybkie, sprawne 
i błyskotliwe reagowanie na to, co zostało usłyszane. Takich właśnie spotkań oczekuję od Łódzkich Spotkań.

Bezkompromisowa Gazeta Festiwalowa
Łódzkie Spotkania Teatralne 2008
Gaja


Rozmowa redakcyjna o "Extra Virgin"

Adam
: Można by ten spektakl traktować jako badanie granic sztuki feministycznej, ale tego dyskursu tak naprawdę było niedużo, w większości to był łopatologiczne walony tekst feministyczny, w sumie dość prosty.
Anka: Ale co masz na konkretnie na myśli?
Adam: No, relacje z matką, manifest pt. chce mieć syna i tym podobne, generalnie to są proste rzeczy, oczywiście to nie musi być zarzut, ale chciałoby się jakichś komplikacji.
Anka: Jakbyśmy spróbowali nazwać sobie te etiudy, np. relacja z matką, stosunek do własnej seksualności, do ciała, do kobiecości - i to pewnie jest banalne, ale tu ma
znaczenie jak one wypowiadają nawet banalne kwestie, jak patrzą się na siebie. To jest interesujące, bo to jest nacechowane ich osobistą historią, ich zaangażowaniem
w temat i w tym sensie przestaje być banalne, zresztą one programowo włączają banał 
w przestrzeń gry.
Adam: Ale ja mam obawę, czy to nie jest chowanie się za swego rodzaju gardą? Cały czas kłócę się sam ze sobą, czy w ich przypadku autotematyzm jest w centrum wypowiedzi, czy jest zasłoną, żeby móc powiedzieć te wszystkie banały i jeszcze zrobić taki unik i obśmiać banał. W przypadku poprzednich przedstawień nie miałem takiego wrażenia.
Anka: Można by Cię skwitować mówiąc, że jesteś przedstawicielem kultury białych ojców 
i nie jesteś w stanie przyjąć tej optyki – dla ciebie zawsze one będą banalne, bo samo zajmowanie się kobiecością jest banalne.
Adam: Nie! Ale czy nie jest banalne stwierdzenie, że jak się stanę stara i gruba to przestanę być kobietą i że kobiecość jest zagrożona? A moja męskość nie jest zagrożona?
Jak ja się zestarzeję to moja męskość też będzie stała gorzej niż teraz i się jakoś nie użalam.
Anka: Ale one również o tym mówią dlaczego Ty się nie musisz użalać. Bo starość kobiecego ciała jest inaczej nacechowana nić męska starość.
Adam: Też nie jest fajnie. Ale oczywiście jest w tym racja, i może i faktycznie przemawia przeze mnie kultura białych ojców, ale to nie znaczy, że ona nie ma nic do powiedzenia.
Anka: A co cię uwiera w tym spektaklu?
Adam: To że był łopatologiczny i posługiwał się podobnymi chwytami, które już u nich widziałem – np. przepasanie się bandażem – jak przepasanie piersi folią w EKG.
Anka: Nie, to moim zdaniem coś innego znaczy, folia w EKG zasłaniała, odsłaniając kobiecość, a bandażowanie piersi koresponduje z tym co bohaterka mówi na końcu;
chce mieć syna, ona w jakimś sensie chciałaby być synem.
Rafał: Ona tym gestem mówi, że jeśli nie może uczestniczyć w męskim dyskursie to poprzez syna chce w niej uczestniczyć.
Adam: Jak u Freuda, że rodząc syna chce sobie zrekompensować brak penisa? Nie sądzę.
Anka: Ja to inaczej czytam, że to jest dramatyczne wyznanie, że chce mieć syna, bo nie chce mieć córki, bo uwikłanie w relacje kobiece jest zbyt bolesne, zbyt trudne. Ale
ona nie mówi w tym momencie o potrzebie wejście w jakiś dyskurs z męskością. Ale rzeczywiście to czego mi brakuje, to żeby dziewczyny próbowały dyskutować bardziej wnikliwie w obrębie tematu, na który się zdecydowały, taki dialog w obrębie samego feminizmu się odbywa.
Adam: No więc właśnie.
Anka: Ale nadal twierdzę, że bronią się biografizmem, zaangażowaniem i tym jak ośmielają się używać siebie na scenie. I to moim zdaniem daje im osobne miejsce i jest
ich siłą. Więc w jakimś sensie pogłębia ten dyskurs to, w jaki sposób one to robią
Adam: Tylko ja mam wrażenie, że nic się od 4 lat, od EKG nie zmieniło, i niczego nowego się teraz w sumie nie dowiedziałem, było może ostrzej.
Anka: Ja się nie zgadzam, że mówią o tym samym, ja myślę, że one pogłębiają ten temat (co nie znaczy że nie oczekuje, czegoś więcej i głębiej).
Rafał: Ja myślę że to nie jest robienie spektakli o tym samym, tylko jest to pewna obrana droga.
Anka: Dla mnie to, w jaki sposób została zbudowana rola Justyny call girl, jest w opozycji do tego, jak one do tej pory budowały temat użytkowania kobiecej seksualności. One nigdy nie poszły tak daleko, że część widowni męskiej mogłaby zareagować instynktownie.
A to że one to tak mocno nakreśliły, zmienia wszystko. Rozumiesz czasami to "jak" zmienia wszystko.
Adam: Jeśli to uważasz za progres, to co byś uważała za kolejny krok?
Anka: Dla mnie będzie to kiedy one zaczną w obrębie tej idei prowadzić dyskusję.
Adam: No właśnie, dla mnie pogłębianie póki co polega na tym, że dochodzą coraz bardziej do ściany, że jest coraz ostrzej.
Rafał: Ale nikt z nas nie wie gdzie jest ta ściana. Zakładasz że ona istnieje?
Adam: Może i nie. Nawet jeśli, to i tak jest ruch jednostajny.
Anka: Chciałbyś po prostu, żeby zeszły z tego tematu.
Adam: Nie, żeby wprowadziły nowe ujęcie.
Anka: Ale tym wymaganiem nawet ja opowiadam się za tym, żeby one wreszcie odpierdoliły się od tego tematu i wzięły się za poważny intelektualny dyskurs na temat feminizmu, czyli go skrytykowały i z niego wyszły. A trudno nam zaakceptować, że one chcą ten sam temat drążyć, bo ten temat ciągle istnieje i ich dotyka.
Adam: Ale to byłby ciągły sequel.
Anka: A latanie w trykotach i mówienie o marzeniach nie jest sequelem?
Adam: To jest zupełnie inna kategoria, nie ma co porównywać. I chodzi mi 
o wprowadzenie nowego ujęcia, a nie robienie tego samego co poprzednio tylko bardziej. Po prostu.
Anka: Dla mnie niektóre sekwencję są nowe. Całą opowieścią jest taniec z matką, obraz tego przeobrażającego się tańca to jest na przykład pogłębianie tematu.
Rafał: No właśnie. Anka gra matkę, ale ta ich relacja nie jest do końca jasna. W tym tańcu gdzie ona tańczy jak z lalką, Agata traci siłę. I to jest jakiś sworzeń pomiędzy tą
sceną, a call girl. Te dwa światy, które wydawałaby się że są odległe i nieprzystające, 
w tym tańcu się zbliżają i granica między nimi się rozmywa, jakby alternatywa rozłączna
zamieniła się w alternatywę łączną, nie albo/albo tylko i/lub, bo gdyby nie ten motyw, można by pomyśleć, że to są dwa inne spektakle. I to na przykład pokazuje, że to nie jest tak, że dla nich jest jeden temat, jeden punkt w przestrzeni i one ciągle nim stoją.

Rozmawiali: Anka Rogala, Adam Gniazdowski, Rafał Zięba
Bezkompromisowa Gazeta Festiwalowa
Łódzkie Spotkania Teatralne 2008

fot. Przemek Wiśniewski



8-05-2009
/ zapowiedzi na ten miesiąc
 
Komentarze


brak komentarzy

zaloguj się aby móc komentować ten artykuł..

Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2019. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl