Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Przystań

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Wywiady

Michał Bajor - Gorzów w pierwszej trójce

Rozmowa z Michałem Bajorem

Podczas muzycznej secesji na pańskim recitalu w Gorzowie - tłumy,
a biletów nie było już od tygodni. Dla artysty taka publiczność to chyba najlepsze, co mogło mu się przytrafić, zgodzi się Pan?

Tak, nie ukrywam, że sytuacja, która jest w Gorzowie, zdarza się w bardzo wielu miastach w Polsce. Natomiast tutaj jest jedno z tych lepszych miast. Jest ono wyjątkowe, bo przyjeżdżam tutaj czasami nawet dwa razy w sezonie. Z każdym tytułem przynajmniej, co sezon. Gorzów jest jednym z tych miast, które są stawiane w mojej hierarchii wśród pierwszej trójki, tuż obok Poznania czy Białegostoku. Jest kilka takich miast, gdzie można
i chce się wracać częściej.

"Na pewno nie przestanę śpiewać. Po to stworzyłem ten swój teatr piosenki, że uniezależniło mnie to pod każdym względem" - to pańskie słowa wypowiedziane podczas jednego z czatów internetowych. Czy mam rozumieć, że artyście z kilkunastopłytowym (19) dorobkiem na koncie, jest wciąż mało? Możemy liczyć na kolejną płytę?
Oczywiście, że tak! Będą płyty, a najbliższa - jubileuszowa, wraz z zespołem - ukaże się już niedługo.

Jaki będzie ten nowy krążek?
To będzie płyta składankowa, z tych moich najlepszych piosenek, które nagraliśmy "live`owo". Natomiast zupełnie nowa płyta, nad którą pracuję będzie obejmować francuskie piosenki.

"Panie Michale, jak pan to robi, że pańskie utwory lepiej brzmią, gdy wykonuje je pan na żywo niż na płytach?" - dopytują się Internauci. To tylko gusta i guściki, czy rzeczywiście jak pan powiedział "nie tworzy mnie studio nagraniowe"?
Dokładnie tak, tworzy mnie żywa publiczność.

"Płyta rewelacyjna, podobnie jak poprzednie.", "Michał Bajor po raz kolejny pokazuje swoją klasę", "Gdy się Michała słucha to jest jak w niebie" - to tylko niektóre z komplementów pod pana adresem. Niewielu jest polskich artystów, którzy cieszą się takim uznaniem.
Oj myślę, że wielu artystów też cieszy się takim uznaniem masowej publiczności. Natomiast niewielu jest artystów, którzy mają tak wierną publiczność.

Najlepszy aktor wśród piosenkarzy i najlepszy piosenkarz wśród aktorów - tak często mówi się o panu. Łatwiej być piosenkarzem czy aktorem?
Myślę, że najlepiej być Michałem Bajorem. I po tylu latach zasłużyłem sobie na imię
i nazwisko i dla tych, którzy chcą mnie posłuchać jest to znak wywoławczy na plus, a dla tych, którzy mnie nie chcą słuchać na minus.

Powiedział pan "Film zawsze będzie w zasięgu moich zawodowych zainteresowań." Zatem czy jest szansa, że wkrótce zobaczymy Pana nie
z mikrofonem na scenie, a na szklanym ekranie lub w kinie?
Mało jest teraz kręconych filmów. Kryzys w kinematografii jest w tej chwili ogromny.
W związku z tym, że ja nie piszę scenariuszy, nie należę do żadnej "stajni aktorskiej", przypuszczam, że znów będę musiał poczekać. Tak jak czekałem na "Quo Vadis".

Jaka rola filmowa najbardziej się panu marzy?
W tej chwili rola współczesna. W dżinsach lub garniturze, ale podkreślam: ja nie piszę scenariuszy.

Czy jest aktor, z którym bardzo chciałby pan zagrać?
Myślę, że mamy ogromną liczbę wybitnych aktorów, ale gdybym już miał konkretnie wybierać, na pewno chętnie zagrałbym razem z Januszem Gajosem. Dotychczas grałem
z bardzo wybitnymi aktorami, ale i z aktorkami - od Beaty Tyszkiewicz począwszy, skończywszy na Krystynie Jandzie. Gdybym miał dalej wymieniać, to chyba gazety by nie starczyło.

Jak wspomina pan spotkanie Ojcem Świętym podczas premiery "Quo vadis"? Wraca pan do tej wizyty teraz, gdy Polaka Papieża już nie ma wśród nas?
Oczywiście, że wracam do tej wizyty. Zrobiło to i na mnie kolosalne wrażenie. Zostałem pobłogosławiony. Od razu powiedziałem, że nie jestem tym Neronem, którego grałem. Także Papież się wówczas nawet uśmiechnął. Jest to niebywałe odczucie, że ktoś tak ważny ogląda jako pierwszy widz, bo przecież premiera była w Watykanie. Natychmiast po projekcji filmu jesteśmy Mu przedstawiani, klękamy przed Nim i praktycznie jeszcze przed polską premierą dostajemy błogosławieństwo.

Śmierć Papieża wywołała niezwykłe poruszenie wśród Polaków, duch jedności nie opuszczał nas na krok. Prawie wszędzie czuć było serdeczność
i sympatię. Jak pan sądzi, taki obraz Polski utrzyma się na długo, czy za tydzień, dwa wszystko wróci do normy?
Bardzo mi przykro, ale niestety - nie przypuszczam. Za długo żyje i ja myślę, że jeśli nawet zakiełkuje w co dziesiątej osobie jakieś postanowienie po odejściu Ojca Świętego, to będzie to Jego wygrana. Ale nie przypuszczam, żeby był to ogólnonarodowy zryw ponad chwilą, która się stała, dlatego, że jesteśmy bardzo specyficznym charakterologicznie narodem. Bardzo bym chciał, ale patrzę na to dość pesymistycznie.


                                                                                       (rozmawiał: Łukasz Chwiłka)


28-04-2005

/ pozostałe wywiady
Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2019. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl