Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Wielkopolski

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Wywiady

Jacek Wójcicki - Mam powodzenie u babć

Rodowity Krakus. Aktor z wykształcenia, muzyk z powołania. Sprawdził się
w kabarecie, nieźle radzi sobie z oratorium, śpiewa piosenki biesiadne, arie operowe i piosenki popowe. Dla każdego coś miłego. Zwą go „Kiepurkiem”
i „Panem Tenorkiem”. Ten drugi z przydomków dała mu telewizja, gdzie występuje w programie dla dzieci. Stąd też, czego nie ukrywa, ma powodzenia u babć i przedszkolaków. Mimo, że mieszka między stadionem Wisły i Cracovii, na mecze nie chodzi. Jak mówi, jest antysportowy. Nie ulega też modom. Buntownik w wyboru czy śpiewak wierny swoim ideałom?
O śpiewaniu i nie tylko Jacek Wójcicki, krakowski pieśniarz i muzyk, opowiada Łukaszowi Chwiłce.

Dziś w Gorzowie śpiewa Pan na koncercie charytatywnym. Często Pan pomaga swoim śpiewem?
Dosyć często, przyznam się, że mam dużo takich propozycji. Nie wszystkim jednak podołam.

A jak często Pan odmawia?
Zdarza się, bo, albo terminy się nie zgadzają, albo odległości. Jednak ostatnio grałem bardzo dużo imprez charytatywnych. Ostatnio dla hospicjum w Puławach.

Generalnie jest Pan przychylny takim inicjatywom?
Jestem i przychylny i jednocześnie burzę się na to, że gdzie nasze podatki. Bez przerwy trzeba zrobić „ściepę” narodową, bo na nic nie starcza. Trzeba zbierać na hospicjum, na dom dziecka, na szpital. No to nie wiem, gdzie idą pieniądze, które się od nas pobiera. Pod tym względem jestem trochę nieprzejednany. Natomiast oczywiście, że biorę udział
w takich akcjach i dosyć często.

Pomaga Pan śpiewem, a czym jest dla Pana śpiew? Jak Pan to traktuje?
Była taka piosenka Skaldów, którą bardzo lubię. Czasami mówię, że to jest moje życiowe motto. „I od tej pory za pół kilo gruszek, za pomidory, śpiewam, bo muszę”. To jest jednak bardziej moje hobby. Bardzo się cieszę, że to hobby pomaga mi żyć. Właściwie żyje
z mojego hobby, co jest bardzo komfortową sytuacją. Praca mnie nie męczy. Nie muszę rano wstawać. Wprawdzie czasami muszę, ale to jest dla mnie najgorsze, gdybym musiał wstawać rano do pracy. Zwykle pracuje wieczorami, i zawsze mam daleko do pracy. Od kilku do kilkuset kilometrów trzeba dojechać do zakładu.

Powiedział Pan też kiedyś: Nie wyobrażam sobie życia bez śpiewania. Zwłaszcza, że niewiele poza śpiewaniem umiem. Co to jest to niewiele?
Powiedziałem, bo człowiek zawsze tak kokietuje, że niewiele umie. Jak trzeba, to potrafię wszystko. Wiele rzeczy potrafię, ale się nimi nie przechwalam. Oczywiście, jako moja pasja i hobby trudno by mi było z tego rezygnować. To jest sprawa życiowa, kiedy trzeba się rozstawać z pewnymi pasjami, i czasami to są wielkie dramaty. Choćby
w przypadku takiej pracy, jaką jest estrada i teatr. Chociaż w teatrze można grać do później starości.
 
Sam wywołał Pan temat teatru, bo Pan w końcu skończył szkołę teatralną...
Tak, jestem absolwentem szkoły teatralnej, ale wir życiowy i zawodowy skierował mnie bardziej w stronę estrady. Bardziej się czuje artystą estradowym, niż aktorem. Aczkolwiek aktorstwo bardzo mi w tym pomaga.

I „po aktorsku” pana rozpoznają! Jak wklepałem do Internetu Pana nazwisko to znalazłem same filmowe strony.
Może zasługa w tym roli w „Liście Schindlera”. To był bardzo głośny wówczas film. 

A tam głośny, nie każdy film reżyseruje Steven Spilberg!
Filmy oraz spektakle telewizyjne są dokumentowane i to jest o tyle dobre, że to zostaje. Koncerty są sprawą ulotną, i to jest, i nigdzie nie pozostaje, prócz informacji, że gdzieś się odbył koncert.
 
Mimo, że otarł się Pan o wielkie filmowe aktorstwo, mimo, że
z wykształcenia jest Pan aktorem, to bliżej chyba do muzyki?
Zdecydowanie bliżej do estrady, muzyki. W teatrze grałem 3 lata i to było wszystko.

No a jak jest teraz z muzyką? Bo mówią o Panu „Pan Tenorek”...
Mówią tak z tego względu, że pewnie rano pan tego nie ogląda, bo zwykle oglądają dzieci przedszkolne i ciut większe. Jest taka audycja „Budzik”, i  w niej jedną z atrakcji jest spotkanie z Panem Tenorkiem. Jest to postać wymyślona. Śpiewa i opowiada o jakiś sytuacjach. Wcieliłem się w nią i mam duże powodzenia wśród przedszkolaków i babć (śmiech)..

Babcie akurat są na topie.
Babcie też lubią Kiepurę i repertuar Kiepurowski - typowo pieśniarski.

Pana do Kiepury też porównują.
Tak, nawet mówią tak zdrobniale „Kiepurek”. Są to miłe określenia, w każdym razie nie są obraźliwe, czego nie można powiedzieć o epitetach pod adresem naszych polityków. Oni mają przydomki z reguły szpetne.
 
Dzisiaj zero polityki, dzisiaj o śpiewaniu gadamy.
A szkoda (śmiech).
 
Pan ma niezwykłe warunki głosowe. O ten głos to Pan jakoś dba? Surowe jajeczko z rano? Czy jajeczko to tylko jakiś mit?
Nie, aż tak nie dba się o to. Dbam o głos, szanuję go, ale nie chorobliwie. Nie wpadam
w sytuację, że muszę z szalikiem chodzić. Zimą wiadomo - szalik. Nie jadam kogli mogli, nie pije surowych jajek. Mnie zdecydowanie na głos najbardziej pomaga to, że się dobrze wyśpię. Poza tym, jak ktoś mądrze powiedział, nie śpiewa się głosem, tylko mózgiem. Jest to bardzo dobre stwierdzenie. Nie jest to pozbawione myśli. Ponieważ głos idzie za muzykiem. Jeżeli ktoś śpiewa bezmyślnie to się zdziera. Trzeba wiedzieć, jak się ten głos najlepiej wydala z organizmu.
 
Przeczytałem, że najlepiej Pan się czuje w piosence kabaretowej, ale podobno ciągnęło Pana kiedyś do piosenki popowej. To prawda?
W jakiej ja się dobrze czuje, to trudne pytanie. Choć może nie tyle trudne, co prosto na nie odpowiem. Moja przygoda z kabaretem Olgi Lipińskiej i lata w kabarecie „Piwnica pod Baranami” i Zbigniew Górny i jego biesiady, czy oratoria Jana Kanty Pawlusiewicza
i Włodzimierza Korcza. Więc to są bardzo różne gatunki. Ja się bardzo czuję w repertuarze klasycznym, kabaretowym, jak i sakralnym.

Ale co z tym popem?
Pop bardzo lubię. Najbardziej zespół ABBA. Na kanwach tego zespołu śpiewam też inne piosenki, ale raczej w koncertach mało. Prędzej przy goleniu czy w samochodzie katuję współpasażerów śpiewając piosenki ABBY.

Słowo o piłce na koniec. Pan jest z Krakowa. Komu Pan kibicuje Wiśle czy Cracovi?
Ja jestem antysportowy. Ja uważam te igrzyska za popiół dla mas.
 
W ogóle Pan nie chodzi na mecze?
Mimo, że mieszkam między jednym stadionem a drugim, zupełnie mnie to nie pociąga. Dokładnie w połowie drogi. Mam przez to uprzykrzone życie, jeżeli są mecze, są trudności z dostaniem do domu. Natomiast jako Krakus bardziej wolę Cracovie.

Nie myślał Pan, żeby jakiś hymn napisać dla Cracovii i zaśpiewać? Torzewski śpiewa i inni, może Pan też?
Zawsze kieruje się wbrew modom. Czasami jestem awangardą, momentami idę za modą, ale strasznie nie lubię robić tego, co jest akurat modne. Robię wtedy na odwrót.

                                                                                       (rozmawiał: Łukasz Chwiłka)



18-05-2006

/ pozostałe wywiady
Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2024. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl