Wiedeński karnawał w Małyszynie Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych i niecodziennego repertuaru, 10 stycznia sala w Domu Kultury "Małyszyn" wypełniona była po brzegi. Odbył się tam bowiem noworoczno-karnawałowy koncert zatytułowany "Kwartet po wiedeńsku z odrobiną cynamonu".
Zgromadzonym zaprezentował się kwartet w składzie: Jan Waraczewski (I skrzypce), Robert Smoliński (II skrzypce), Małgorzata Janaszek (wiolonczela) oraz Andrzej Janaszek (fortepian). Na początku zagrali miniatury austriackich twórców, takie jak "Wiedeńska krew" Johanna Straussa (syna), czy "Cierpienia miłosne" Fritza Kreislera, przywodzące na myśl prawdziwy karnawał wiedeński . Było to swoiste połączenie klasyki z frywolnością i tanecznym charakterem. Później przyszła pora na węgierskie czardasze oraz pełne emocji tanga hiszpańskie i francuskie tango-serenadę, w rytmie tanga, a jednocześnie rzewne, kantylenowe, pełne wyrazu. Wytworzył się wtedy wyczuwalny nastrojowy klimat, dodatkowo spotęgowany panującym na sali półmrokiem.
Kwartet wykonał jeszcze wolnego walca "Illusion". W ten sposób, zaczynając od klasycznych, dawnych utworów, słuchacze zostali wprowadzeni w muzykę bardziej nowoczesną i mogli wsłuchać się w ciekawe rozwiązania harmoniczne i bogate współbrzmienia. Na koniec kwartet wykonał wiązankę melodii z operetek Franciszka Lehara, zaś na bis - istną mieszankę kulturową, rosyjską melodię ludową mówiącą o Cyganach, a opracowaną przez Włocha Antonio Ferrarisa pt. "Dwie gitary".
Koncert w Małyszynie z pewnością można zaliczyć do ciekawych. Zaprezentowany został zróżnicowany repertuar, a wykonawcy grali bardzo dobrze. I nie chodzi tu o wirtuozerię i perfekcyjność, chociaż tego oczywiście również nie zabrakło. Oni przede wszystkim zdecydowanie bawili się muzyką, przekazali słuchaczom pozytywne emocje. W każdym z utworów snuli opowieść, pięknie prowadząc frazy. Ciekawe były również nieoczekiwane zmiany dotyczące zarówno dynamiki jak i nastroju, przejścia z fragmentów szybkich i energicznych (a wigoru kwartet pokazał tego wieczoru dużo) do kantylenowych, płaczliwych partii skrzypiec.
Biorąc pod uwagę chociażby samą ilość osób na widowni, można stwierdzić, że zapotrzebowanie na tego rodzaju muzykę jest. Z drugiej strony, publiczność stanowili głównie ludzie starsi. Nie można lubić tego, czego się nie zna. Zachęcam zatem osoby w każdym wieku do odwiedzania imprez tego typu, poszerzania muzycznych horyzontów, słuchania muzyki, której nie słyszy się na co dzień. Muzycy kwartetu, który wystąpił w Małyszynie, idealnie współgrali ze sobą, tworząc głębię nawet w prostocie i opowiadając o czasach, kiedy w muzyce królował Wiedeń.
Tekst: Katarzyna Spychaj
12-01-2010
/ sprawozdania z tego miesiąca
|