Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Przystań

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Relacje

DKF „Megaron” | „Revolver”

Podczas kolejnego spotkania w Dyskusyjnym Klubie Filmowym „Megaron”,  15 stycznia 2009 r., odbył się pokaz filmu Guya Ritchiego pt. „Revolver”.

Na początku swej kariery brytyjski reżyser, Guy Ritchie, naobiecywał wiele. „Porachunki” czy „Przekręt” do dziś uchodzą za najlepsze dzieła przełomu dekad. Nakręcony niedługo później „Rejs w nieznane”, w którym w głównej roli Ritchie obsadził swoją ówczesną małżonkę, Madonnę, krytycy uznali za wypadek przy pracy. Jakim więc mianem można określić „Revolver”, skoro i ten film okazał się sporym rozczarowaniem?

Jest to historia pewnego hazardzisty, Jake’a Greena. Po wyjściu z więzienia Green decyduje się zemścić na właścicielu jednego z większych kasyn Las Vegas. Przez 7 lat odsiadki bardzo podszkolił swe umiejętności, więc już pierwsze spotkanie z Dorothym Macha jest dla niego możliwością do ogrania go ze sporej sumy pieniędzy. Macha nie jest jednak tylko właścicielem kasyna. Otóż na dodatek uchodzi za jednego 
z najniebezpieczniejszych mafiosów w mieście. Fakt ten będzie oznaczał więc spore konsekwencje dla śmiałych poczynań Jake’a Greena… Opis fabuły pod dobry kryminał, fakt. Szkoda w takim razie, że Ritchie po raz kolejny rozczarowuje.

„Revolver” z zamierzenia nie miał być zwykłym filmem kryminalnym. Miał za to przede wszystkim dotykać głębi działań głównego bohatera, hazardzisty, który po wielu latach chce się zemścić, sam będąc tym, na którego wydany zostaje wyrok śmierci. Zamierzenia te nie zostały jednak zrealizowane, a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki oczekiwano. Bo Ritchiemu nie można zarzucić braku pomysłów i sporej dawki kreatywności. 
W „Revolverze” jednak ewidentnie przesadził. To, co miało być głębią, ograniczyło się do gry kadrami, która miała zobrazować wewnętrzne rozdwojenie jaźni głównego bohatera. Główny bohater jednocześnie od początku do samego końca pozostaje za to nijaki, będąc przyćmiewanym przez kilka ciekawych postaci z drugiego planu. Cała filozoficzna otoczka 
z cytatami w ogóle nie pasuje do tej całej zabawy fabułą, która z czasem coraz bardziej wymyka się twórcy z rąk.

A w efekcie nie powstaje ani udany kryminał ani, tym bardziej, dramat psychologiczny. Jest tu kilka świetnie zrealizowanych scen, jest dobrze dopasowana muzyka, jest pozytywnie zaskakujący Adnre Benjamin w roli Aviego. I to wszystko. Przykro mi to przyznać, ale podczas całego tego seansu najbardziej ciekawiło mnie to, kiedy on się 
w końcu skończy.


Tekst: Marcin Kluczykowski
Fot. www.stopklatka.pl



20-01-2009
/ sprawozdania z tego miesiąca
 
Komentarze


brak komentarzy

zaloguj się aby móc komentować ten artykuł..

Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2019. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl