Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Wielkopolski

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Relacje

Światowy jazz w Gorzowie

19 października 2007 r. w gorzowskim Teatrze im. Juliusza Osterwy odbył się długo zapowiadany koncert zespołu Richarda Bony. Wokół występu, organizowanego przez Jazz Club "Pod Filarami", od dawna budowano atmosferę wielkiego widowiska, wizyty gwiazdy światowego formatu. Dodatkowy poprzeczkę podniósł świetny koncert kwartetu Piotra Wojtasika. Czy czarnoskóry gitarzysta z Afryki sprostał naszym wysokim oczekiwaniom?

Koncert rozpoczyna się ok. godziny 21.30 (półtorej godziny opóźnienia). Po krótkiej przemowie Bogusława Dziekańskiego, szefa "Pod Filarami", zespół zaczyna grać. Pierwsze wrażenie - niesamowity głos Richarda Bony, delikatna oprawa instrumentalna, etniczny, afrykański klimat. Po dłuższej chwili dołącza się trąbka, wprowadzając bardziej jazzowe, amerykańskie brzmienie. Nie ma długich solówek, instrumentarium podporządkowane sferze wokalnej. Muzyka przystępna, trochę popowa, jakże daleka od hard-bopowych czy modalnych stref, w których rzeźbi zespół Wojtasika.

Koniec pierwszego utworu - Bona nie czeka, aż brawa ucichną, wchodzi od razu z drugim kawałkiem. Emocje związane z pierwszym utworem jeszcze nie opadły, więc atmosfera się zagęszcza. Wreszcie pierwsza dłuższa solówka - keyboardzista daje solo na kilka chorusów, szczerze powiedziawszy wiele dźwięków niezbyt zasadnych. Ale to szczegół, generalnie wszystko brzmi rewelacyjnie. 

Po pierwszych dwóch utworach Bona wreszcie przemawia. Okazuje się, że jest bardzo sympatycznym gościem - łatwo nawiązuje kontakt z publicznością, a jego liczne żarty padają na podatny grunt. Dobre połączenie ze słuchaczami utrzymywało się z resztą do końca koncertu - pod koniec publika nie tylko klaskała do rytmu piosenek, ale też śpiewała, aż wreszcie po zachęcie Bony wstała i zaczęła tańczyć. Niesamowita sprawa.

Po pierwszych dwóch piosenkach dalsza część koncertu wciąż stanowiła wspaniałe widowisko. Pojawiały się niesamowite solówki innych instrumentalistów - trębacza, kolesia od bębnów (perkusista też był), gitarzysty... Również Bona wykonał dużą część utworu sam, przez kilka minut śpiewając a'capella, nagrywając to i tworząc w ten sposób na żywo wielogłosowy podkład muzyczny. Ale najważniejsze było współbrzmienie wszystkich instrumentów i wokalu, to ono stanowiło o sile grupy.
 
Muzyka, grana przez zespół Richarda Bony, jest trudna do klasyfikacji. Niewątpliwie jest to jazz, ale to pojęcie dość mgliste. W wielu momentach styl gry grupy bardzo zbliżał się do funku. Ważnym elementem muzyki był wymiar etniczny - i nie chodzi tu tylko o Bonę - 
- Kameruńczyka, śpiewającego w jakimś afrykańskim języku. Każdy z członków wnosił swój narodowy wkład w brzmienie zespołu - keyboardzista z Rotterdamu (Holandia), bębniarz bodajże z Kolumbii, gitarzysta z Nowego Yorku... Grupa stanowi mieszankę etniczną, feeling każdego z muzyków posiada naleciałości związane z jego pochodzeniem. Różnice te nie powodują jednak żadnych spięć brzmieniowych, za to tworzą zestaw ciekawy i bardzo unikalny.

Gorzowski koncert Richarda Bony był wielkim wydarzeniem artystycznym i wspaniałym widowiskiem. Nie trzeba było być fanem jazzu, aby cieszyć się z muzyki tworzonej przez zespół afrykańskiego basisty. Myślę, że ten wieczór nie rozczarował żadnego ze słuchaczy.

                                                                             (tekst: Paweł Winiecki)



22-10-2007
/ sprawozdania z tego miesiąca
 
Komentarze


brak komentarzy

zaloguj się aby móc komentować ten artykuł..

Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2026. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl