"Carmen" 2 lipca 2007 r., w ramach obchodów 750-lecia miasta, w gorzowskim Amfiteatrze wystąpiła Opera Nova z Bydgoszczy.
"Carmen" to opera komiczna w czterech aktach na podstawie noweli Prospera Merimeego, libretta Henri Meilhaca i Lodowica Helevy'ego wraz z muzyką Georgesa Bizeta. Nie potrafię opisać Carmen. Powinna być ciemną brunetką, bo jest typową Cyganką. Nosi podarte pończochy. Lepiej zapamiętałam Don Josego, który jest poczciwcem i niezdarą. Pozwala owinąć się Carmen dookoła palca, wątpię, czy naprawdę kochał kobiety. Wielu ludzi upatruje w tej historii jakiegoś drugiego dna, innej idei, na przykład fatalizmu namiętności. Don Jose zbyt łatwo wpada w gniew, jego klęska nie wzrusza. Boi się swojej matki i szuka kobiety, której bałby się jeszcze bardziej. Spotyka niepokorną Carmen, która poprzysięga mu miłość w zamian za uwolnienie. Tak naprawdę dawno już zakochała się w Don Jose. Kiedy jednak dowiaduje się, iż ma on narzeczoną, postanawia iść za toreadora Escamillo. Don Jose rozpływa się z radości, kiedy zdradzony i wyszydzony przez kochankę może wykrzyknąć, że wszystko przez nią utracił. A Carmen zdaje się znajdować złośliwą przyjemność w tym przymuszaniu go do ostateczności. Wyśmiewa go i obraża. Don Jose czuje, że musi ją zabić pod groźbą utraty honoru. Być może Carmen chce zrobić z Don Josego mężczyznę? Jeśli tak, to udaje jej się osiągnąć swój cel.
Hiszpanie nie lubią "Carmen". Jak pisze del Castillo, twierdzą, że wszystkie postaci tej opowieści zaczerpnięte zostały z najgorszego folkloru. Nic bardziej śmiesznego od chóru, śpiewającego z najpoważniejszą miną: "Toreadorze, strzeż się byka (...)", bo rozumie się samo, że wystrzeganie się bestii leży w interesie toreadora. Ale powody nienawiści do "Carmen" nie są najjaśniejsze. Hiszpanie dają się często porwać łatwiznom folkloru. Tancerki w sukniach z falbankami i sztucznym goździkiem wpiętym we włosy tańczą nie tylko dla turystów. Hiszpanie są także więźniami własnej legendy. Niewielu potrafi odróżnić cante jondo od flamenco. Już nawet dobrze nie wiedzą, co to jest prawdziwy toreador. Dają się oszukać błazeństwom El Cordobesa tak samo jak kupcy z Arizony. Oklaskują go, aż się mury trzęsą. Stworzyli jego fałszywą sławę, a teraz twierdzą, że jest on produktem turystyki i że nie mają z tym nic wspólnego. Ale sprawa wygląda prościej. Oni nie mają już pojęcia o elementarnych zasadach fiesty i pozwalają, by im opowiadano Bóg wie co, jak pierwszemu lepszemu cudzoziemcowi. Podobnie jest z Carmen. Hiszpanie nie chcą, by przedstawicielami ich kraju były takie typy jak Cyganka, przemytnik czy strażnik. Jednocześnie pierwsi gotowi są eksploatować te mity i czasami upodabniają się do owych marionetek. Kiedy zwrócić im uwagę na tę sprzeczność, złoszczą się i bronią nieszczerze: "Robimy to, by zabawić turystykę. To maska, za którą się kryjemy i która pozwala nam pozostać takimi, jakimi jesteśmy. Ironicznie patrzymy na nasze przebranie. Nie traktujemy siebie poważnie." W gruncie rzeczy Carmen daje dowody głębokiego przywiązania, gdy zgadza się umrzeć zasztyletowana, by stworzyć mężczyznę. Można sobie z resztą wyobrazić dalszy ciąg tej historii. Widzę już Don Josego w wiezieniu, otoczonego przez swych towarzyszy estymą i pełną szacunku litością. Bo Don Jose nie zostanie stracony. Żaden sędzia w Hiszpanii nie skazałby na karę śmierci mężczyzny, który zabija dlatego, że został zdradzony. To rzecz uznana, że obrazę honoru można zmyć tylko krwią. Prawdziwy mężczyzna musi niewierną zabić. A także jej kochanka, jeśli trafi się po temu okazja. To się jednak zdarza rzadziej, bo łatwiej jest zabić kobietę, niż rywala. Pociąga mnie jednak prawdziwość "Carmen". Nie mówię o operze Bizeta, której cudowna muzyka przesłania małość charakterów, lecz o typowej historyjce.
Każdy kraj ma własną koncepcję kobiety. Hiszpanie kochają kobiety silne nie tylko w sensie fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym. Ich ukochane bohaterki, na tle których wykrystalizował się ich własny ideał kobiety, to wojowniczki, które bez wahania wspinają się na barykady i ładują działa armatnie.
tekst: Nadzieja Smagina, źródło: "Toreador... i silna kobieta" M. del Castillo
4-07-2007
/ sprawozdania z tego miesiąca
|