Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Zrozumiałem.
Gorzów Przystań

Lubuskie warte zachodu
 
 
 
 
Logowanie
 
 
 

nie jesteś zarejestrowany?
wpisz proponowany login i hasło, a przejdziesz do dalszej części formularza..
Relacje

Moja droga Julio!
Wybacz, Miła, moje przydługie milczenie listowe. I brak wiadomości. Bo te kilka mesków przecież nie załatwiły wszystkich spraw. Zwłaszcza tych "większych". A tutaj smutki i moje niezbyt dobre samopoczucie.

Po śniadaniu, na dzień, pigułka - albo co najmniej herbata melisowa na spokojność, wieczorem na sen. I tak mijają dni. Ostatnio. Może poza tym jednym - minioną sobotą, w którą wybrałem się samochodem do Kalisza na Festiwal im. Wandy Karczewskiej. Było miło, sympatycznie. Wprawdzie żadnego miejsca w konkursie poetyckim, który tam pomiędzy różnymi zdarzeniami poetyckimi, nie zająłem, ba, nawet nie wymieniono mnie w liście "zauważonych". Trudno! Dzisiaj, teraz inna poetyka jest docenianą. I nie mam żalu ani pretensji. A taki mój tekst mi się tam przedstawił:

Ktoś biegł tą uliczką przed nami, miał jak my
wzrok zdjęty uczuciem

(Kamil Kwidziński, pierwszy wers wiersza Jotunheim
z tomu Conan i Coco)

Zawsze tak jest, drogi Kamilu, że ktoś był przed nami,
gdziekolwiek staniemy stopą.
Nie wiem -
- może nawet myślą.
Więc zapewne i tamtą uliczką norweskiego miasteczka,
gdzie byłeś ze swoją Coco,
ktoś biegł ze wzrokiem zdjętym uczuciem.
Jeśli uszedł z Jotunheim, było to uczucie strachu.
Nie mogło być inne.
Wszak z chłodu świata olbrzymów
wrogich ludziom i bogom ta ucieczka.

Rozważam Jotunheim.

Nadaję tę nazwę wielu miejscom, które znam
i uciekam w panice, nawet jeśli tam nie jestem.
Nadaję to imię wielu…
Ach, nie!
Wszak i na nich czekają żałobne łodzie
z palącymi się pochodniami czasu.

Oczywiście wytłumaczyłem zebranym co to takiego Jotunheim. Że to kraina (w mitologii skandynawskiej) bardzo nieprzyjazna ludziom swoimi mieszkańcami co to ani nas ani bogów nie lubią. Ja znajduję ją niedaleko siebie w moim mieście w osobach, w ich zachowaniu się wobec mnie, arogancji. Stąd ten tekst co to po czytaniu Kamilowego wiersza przyszedł do mnie i się napisał. Nadal rozważam Jotunheim.

Jak wiesz, Miła, zawsze kiedy w jakiś sposób staram się ocenić, opowiedzieć o swoich odczuciach po koncercie, czytaniu, filmie najważniejszym wyznacznikiem jest
moje w tamten czas wyłączenie się z zewnętrzności. Z tego co zostawiam poza drzwiami filharmonii, miejsca gdzie ktoś występuje. Jeśli uda mi się "zapomnienie" -  wtedy - uważam - projekcja artystyczna była na najwyższym poziomie. Tak zdarzyło mi się wczoraj.
Już na wiele dni naprzód wiedziałem, że w Grodzkim Domu Kultury wystąpi Marta Andrzejczyk - aktorka, pieśniarka. Kiedyś, kiedyś pisałem Ci już o Niej. O Jej występach w Teatrze Kreatury, śpiewaniu, wydanych płytach…

A wczoraj? Występ nie do zapomnienia. Najbardziej sobie cenię a czego nazwać tak naprawdę nazwać nie można - może w przybliżeniu - "poetyczność" była głównym atutem wczorajszego wieczoru. Bo oto najpierw Marta poprosiła Elę Kuczyńską (Jej śpiewanie znasz z posłanej płytki) i już poetycznie, intymnie się zrobiło. Dwa teksty z piękną do nich muzyką - tutaj, jak wiesz Ela sama na gitarze.
I nim śpiew to wprowadzenie do narracji cytatami ze Starego Testamentu. Historie Abrama i Sary, Judyty i Holofernesa. Takie "cudeńko" reżyserskie. Dla mnie znakomity zabieg. No i ten ciepły głos Eli…

Marta Andrzejczyk. Za Nią dwóch Muzyków - precyzyjni, niezwykle muzykalni panowie Piotr Banaszak na instrumentach klawiszowych i Marcin "Gustaw" Stanczewski na gitarze klasycznej. W różnym repertuarze - od piosenek kabaretowych starej Warszawy po pieśni Ewy Demarczyk, Jacquesa Brela czy Mirosława Czyżykiewicza. Wszystko to w niezwykłej aktorskiej oprawie, nieskazitelnej intonacji, ciekawej aranżacji. Więc zapominanie się, wzruszenia. Te - chyba swoje apogeum w czas (ponoć) ludowej pieśni rosyjskiej, którą ma w swoim repertuarze Żanna Biczewska - i nie wiadomo tak do końca czy najpierw śpiewała ten utwór Marta czy Żanna. Na pewno wiem, że oczy miałem mokre kiedy przy mikrofonie, obok Marty, stanął Sergiusz Sokołow i zaśpiewał fragment tej pieśni po rosyjsku - Marcin zaraz "złapał" klimat i zapłakała Jego gitara z "Jeszcze nie wieczór" - bo taki jest przybliżony tytuł pieśni. Jeszcze teraz, kiedy to piszę, mam "ciary"!

Tak więc wzruszenia. Wzruszenia, ale i podziw dla kunsztu Marty - i nie tylko tego wokalnego, także dla obycia scenicznego, umiejętności dialogowania z widownią, słuchaczami. Jakże ważnym jest pozytywny kontakt wykonawcy z odbiorcami.
No właśnie! Pozytywki! Miała ich Marta kilkanaście. To, dla mnie, zupełna nowość.
Miniaturowe "instrumenciki", z których muzykę wydobywa się pokręcając korbką.
A ileż przy tej prezentacji dobrych emocji. Mój dziękczynny uśmiech!

Owszem! Muszę Ci o tym napisać! Więc o podziękowaniach Marty. Bo być może to Jej ostatni w Grodzkim Domu Kultury występ jako że ta instytucja kultury Miasteczka G. likwidowaną jest. Bardzo szkoda. I ja się znalazłem pośród wymienianych przez Artystkę osób - Sergiuszem Sokołowem, Marzenką Maćkałą, Elą Kuczyńską, Konradem Stalą. I dostałem płytkę CD ze śpiewaniem Marty - więc teraz, kiedy piszę ten list, słucham sobie - to takie nadal współbycie w liryczności Artystów co to tę płytkę nagrali - Marta Andrzejczyk, Przemek Wiśniewski, Anna Wandtke-Wypych, Paweł Stankiewicz i Sebastian Wypych. Jak już się nasłucham poślę Tobie.

I to tyle Miła. Na razie. Bo przecież za chwilę pojadę na koncert! A o wykonaniu i wzruszeniach w czas grania kameralnej muzyki Johannesa Brahmsa i Dymitra Szostakowicza przez naszych filharmoników napiszę Ci, co oczywiste przecież!

Marek, w sobotnie popołudnie 22 listopada 2014 roku


Fot. Radosław Siuba

22-11-2014



/ sprawozdania z tego miesiąca
 
Komentarze


brak komentarzy

zaloguj się aby móc komentować ten artykuł..

Kalendarz imprez
Sfinansowano w ramach Kontraktu dla województwa lubuskiego na rok 2004

Copyright © 2004-2019. Designed by studioPLANET.pl. Hosting magar.pl