|
Logowanie
|
 |
| Relacje |
 |
Spotkanie z Łucją Marczyk-Rajchel Spotkanie z Łucją Marczyk-Rajchel, autorką książki "Śladami wspomnień: od Kazachstanu po Gorzów Wlkp." Filia nr 8 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej Gorzów, 9 czerwca 2014 r.
Jestem tu po raz pierwszy. Nie ma w tej Bibliotece jakiegoś specjalnego miejsca na organizację spotkań. Widownia zasiada wśród regałów z książkami, trochę się "upychamy", ale ma to swój urok... Nie jest nas dużo, ale jest nas pełno... P. Łucja nie czeka na przedstawienie jej. Może wszyscy się znamy? Sama zaczyna spotkanie. Jest to kolejne spotkanie z publicznością. 1000 egzemplarzy jej książki rozeszło się prawie "na pniu". Odbyła bardzo wiele spotkań z młodzieżą w szkołach, dyskutowała ze znajomymi. Ta książka, jak mówi wielu (i na spotkaniu też to powiedziała p. Anna Makowska), pisana jest sercem... Z emocjami, które wspomnieniom towarzyszą. P. Łucja w czasie zsyłki była dzieckiem, miała sześć lat. Razem była jej starsza o dwa lata siostra i mama. Właśnie mamie najprawdopodobniej, jej chłopskiemu uporowi i wytrzymałości, zawdzięczają to, że przeżyli na tej "nieludzkiej ziemi" i po kilku latach mogli wrócić do Ojczyzny.
Spotkanie to było trochę edukacyjne. P. Łucja najpierw nam przeczytała nieco historii Kazachstanu oraz przedstawiła sytuację obecną tego młodego państwa. Istniejącego samodzielnie dopiero od 1991 roku. Powiedziała m. in., że znane nam określenie "Sybir" to pewien symbol zsyłki w ten rejon świata. Tak się mówi. A zesłańcy to "Sybiracy". Choć Kazachstan to nie Sybir. Ale tu też były gulagi. Tu też zsyłano ludzi bardzo wielu narodowości. Na Syberię zesłano prawdopodobnie ponad 1,5 mln Polaków (różne są źródła), a wróciła 1/3 zesłanych. Po powrocie do Polski, jak powiedziała autorka, wszystko wydawało się dziwne. Już się przyzwyczaiła do innych widoków... Były takie czasy, że wstydziła się przyznawać do tego, że była na zesłaniu... Przed napisaniem swojej książki czytała dużo innych książek napisanych przez Sybiraków. Wszystkie są bardzo emocjonalne, przy czytaniu wylewa się dużo łez... Ale chyba nie można inaczej. To traumatyczne przeżycie zostawiło odcisk na zawsze.
Na tym spotkaniu autorka niewiele mówiła o swojej książce, odsyłając ciekawych do przeczytania jej. Dopiero pod koniec, w pewnym sensie "zmuszona" przeczytała nam kilka fragmentów. Jeden dotyczący łowienia ryb i następny o pewnym specyficznym zjawisku atmosferycznym. Także fragment o chorobie matki i jej leczeniu przez miejscowych. Książka poświęcona jest pamięci Rodziców rozdzielonych przez wojnę. Przeczytała też wzruszający, nieformalny "Hymn Sybiraków".
Było miło i... gorąco, przy ciasteczkach, kawie, herbacie (na życzenie) i napojach chłodzących. Na koniec były brawa i kwiaty...
Ewa Rutkowska Fot. Radosław Siuba
9-06-2014
/ sprawozdania z tego miesiąca
|
| |
Komentarze
brak komentarzy
zaloguj się aby móc komentować ten artykuł..
|
|
 |
Kalendarz imprez
|